Flyboard był na moim celowniku już od dawna. Widziałem to w TV, na Youtubie i kilka razy na żywo. Strasznie ciekawiło mnie, jak to jest, że strumień wody potrafi wznieść człowieka na kilka metrów, żadnych wiatraków, linek, nic. Po prostu sama siła wody.  No i w końcu udało mi się go przetestować na własnej skórze. Było grubo!

Zaczęło się od 5 minutowego szkolenia z instruktorem, gdzie tłumaczył, jak sterować i na co uważać. Myślicie, że coś zapamiętałem? Otóż niewiele 🙂 Wiedziałem, że i tak wszystko okaże się, jak już zacznę! Założyłem kamizelkę ratunkową, kask oraz specjalną deskę do flyboardu. Ograniczenie ruchowe ma maksa 🙂 W głąb wody wypływasz niczym motorówka. Nigdy tak szybko nie płynąłem, napęd wodny robi swoje 🙂

IMG_8723

02

No to lecimy!

03

Oczywiście nie było łatwo od razu, zobaczycie to na filmiku. Jednakże okazało się to łatwiejsze niż myślałem. Patrząc wcześniej na inne filmy, trochę miałem obawy, czy 20 minut wystarczy na nauczenie się i polatanie. Okazało się, że czasu było aż nadto. Po kilku minutach już panowałem nad flyboardem, a po 5-7 już w zupełności nim kontrolowałem. Nie obyło się bez upadków. Zaliczyłem kilka desek, że do dziś mnie wszystko boli 🙂 No ale nie poddawałem się i kontynuowałem. Po 15 minutach byłem już tak padnięty, że mięśnie nóg odmówiły mi posłuszeństwa i nie mogłem już sterować. Każdy wzlot kończył się upadkiem. Postanowiłem odpuścić 🙂

A tu już na brzegu, zmęczony, ale szczęśliwy 🙂

04

Polecam każdemu kto lubi sporty ekstremalne, nie boi się wody i lubi dostać dobry zastrzyk adrenaliny 🙂

Podobne posty